Historycznie, regionalnie, przyrodniczo… po krakowsku…

Wawel, Rynek Główny, hejnał, Lajkonik i… obwarzanek – to z pewnością najbardziej rozpoznawalne symbole Krakowa.  

Czy jest ktoś, kto będąc w Krakowie nie skosztował  chrupiącego i okrąglutkiego obwarzanka? Pewnie nie ma… a czy jest ktoś, kto własnoręcznie przygotował ( wg oryginalnej procedury!), obwarzył i wypiekł ten smakowity przysmak? Pewnie nieliczni… i w tej oto zacnej grupie, od dzisiaj, znaleźli się szóstoklasiści naszej szkoły.

W dniu 10 października (już po raz kolejny) podróżując pociągiem … zawitaliśmy w Krakowie.

W „Żywym Muzeum Obwarzanka”, pod czujnym okiem pani specjalistki 😊przygotowaliśmy cudaśne, a co najważniejsze przepyszne  obwarzanki. Przy okazji wysłuchaliśmy historii tego regionalnego specjału i już wiemy, jak należy zgniatać i  wałkować ciasto, aby na koniec uzyskać tytuł prawdziwego obwarzankowego czeladnika.

Bogatsi o wiedzę w jaki sposób odróżnić prawdziwego obwarzanka od „podróby”, postanowiliśmy to sprawdzić. Spacerując ulicami miasta zaglądaliśmy „niby przypadkiem” na piętrzące się od świeżutkich specjałów wózeczki. Nie omieszkaliśmy sobie darować kilku fotek na tle Kościoła Mariackiego i Sukiennic oraz kilku „przytulasów” z gołębiami😊.

Wędrując ulicami miasta dotarliśmy aż pod bramy Ogrodu Botanicznego. W towarzystwie bardzo sympatycznej pani przewodnik przebrnęliśmy przez różne zakątki ogrodu, poznając różnorodne ciekawostki na temat roślin. Mijaliśmy owoce cytrusowe, rośliny owadożerne, niezwykle okazałe i majestatyczne pomniki przyrody… by na koniec poczuć klimat krajów śródziemnomorskich i przyjrzeć się charakterystycznej dla tych miejsc florze.

Lubimy te nasze podróże koleją… minie pewnie kilka kolejnych miesięcy i znowu przyjedziemy sprawdzić, czy gołębie nadal są na rynku krakowskim … a  stojące na rogach ulic wózeczki, zachęcają zapachem pysznych krakowskich obwarzanków…